Medytacje biblijne

Medytacja biblijna na uroczystość Chrystusa Króla – 23 listopada 2014

Jak nasz Pan i Król…



Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: jestem uczestnikiem ewangelicznego wydarzenia – nie w strachu, ale w ufności stoję przed Panem Jezusem; byłem głodny i ktoś dał mi jeść… i ja dałem jeść drugiemu… kromka chleba nie zostanie zapomniana.
Wprowadzenie 2: prosić o to, bym nie bał się spotkania z Jezusem, bym spotykał Go w drugim każdego dnia.
niedziela-23.deon
Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mt 25,31-46

Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.

Co wspólnego ma pasterz i król?

Jakże przemawiający obraz z proroka Ezechiela! Tak, nasz Król, Jezus Chrystus jest Dobrym, Najlepszym Pasterzem! Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko – wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie (Ez 34). A to pasterzowanie (królowanie) idzie aż po krańce wyobraźni i przekracza je w niewysłowiony sposób. Zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć i idzie szukać jednej zagubionej. Więcej nawet (niewyobrażalne!) oddaje życie za swoje owce! więcej »

Medytacja biblijna na 33. niedzielę zwykłą – 16 listopada 2014

Puścić czy nie puścić?

Stanę w Bożej obecności.

Wprowadzenie 1: staram się wejść w każdego z tych trzech sług; odkryć ich tok myślenia i posłuchać z uwagą komentarza tego, który przekazał im majątek.

Wprowadzenie 2: prosić o łaskę wolności serca, które dzieli się otrzymanym darem Bożym.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mt 25,14-30

Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zarazten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie.

Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie.

również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Każdemu wedle zdolności

To nie problem talentów, ale samych obdarowanych. Po pierwsze nie jest tak, że inni mają lepiej, bo ktoś zawsze będzie miał gorzej od ciebie. Zresztą według jakiej miary twierdzisz, żeś mniej obdarowany? Zewnętrzna miara posiadania i efektywności (tutaj zarówno efekty specjalne jak i wydajność się mieszczą) nie należy do miar królestwa Bożego.

Talenty zaś to majątek, który został mi przekazany. To skrzynka z narzędziami. Wiadomo, że drwal posługuje się siekierą, kowal kleszczami, młotem i kowadłem, żniwiarz kosą. Dalej, rodzice dzielą się mądrością ze swymi pociechami, nauczyciel używa zdobytej wiedzy, by ją przekazać uczniowi, lekarz osiągniętym doświadczeniem w rozpoznawaniu i leczeniu chorób.

Mogę z tym majątkiem uczynić co mi się chce. Narzędzia można rzucić w kąt. Przez złe używanie zniszczyć je. Wszak wiemy, że o warsztat należy dbać. Niektóre narzędzia są jedyne i niepowtarzalne i tak drogie, że tylko raz je otrzymam. Czyż takim narzędziem nie jest życie? Można je zniszczyć bezpowrotnie. Można je też odbudować podnosząc się z ziemi z mozołem i owocami. więcej »

Medytacja biblijna na 32. niedzielę zwykłą – 9 listopada 2014

W komnacie serca

Stanę w Bożej obecności.

Wprowadzenie 1: wyobrażę sobie całą sytuację z pannami; odkrywam własną głupotę, że trzeba było tak niewiele, a nie podjąłem tego – rozważyć co oznacza pluć sobie w brodę.

Wprowadzenie 2: prosić o łaskę zamieszkania w komnacie serca, o łaskę docenienia wartości kropli.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mt 25,1-13

 Czuwajmy mądrze nie licząc dnia ni godziny, a wierząc i nosząc w sercu nadzieję, że w każdym dniu i o każdej porze przychodzi Pan Jezus.

Czuwajmy mądrze nie licząc dnia ni godziny, a wierząc i nosząc w sercu nadzieję, że w każdym dniu i o każdej porze przychodzi Pan Jezus.

Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

Poszukiwania mądrości

Kto jej szuka ten ją znajduje, bo ona uprzedza. Bóg wychodzi do nas nieustannie. Chwyta się każdego najmniejszego nawet ruchu w Jego kierunku. Jest o wiele bardziej czuły na nasze zwroty niż najczulsze sejsmografy świata.

Mądrość Boża została już nam dana. Słowo Boże zawarte w Piśmie świętym. Nauka Kościoła związana z wiekową Tradycją, w której jest kontynuacja, pogłębienie, rozwój. A przede wszystkim została dana w Słowie, które stało się ciałem i zamieszkało między nami. Oto Mądrość Najwyższego zapisana w Sercu Pana naszego Jezusa Chrystusa. Czytać strony ewangelii to zdobywać tę mądrość, uczyć się jej i wprowadzać w życie.

Nie brakuje nam mądrości! Choć może ona pozostawać w uśpieniu. Nierozpakowany dar zalegający na półce. A potrzebujemy też Bożej mądrości, bo na ludzkiej daleko nie zajdziemy. więcej »

Medytacja biblijna na wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych – 2 listopada 2014

W śmierci zmartwychwstanie

Tekst ewangelii: Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6a

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha. Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. W pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał.

Godzina śmierci

Godzina śmierci wzbudza strach nie tylko u umierającego, ale przede wszystkim u tych, co stoją blisko. Oto w godzinę śmierci Pana Jezusa mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Umiera Syn Jednorodzony, Ten, którego Ojciec (wy)dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie umarł, ale miał życie wieczne.

Godzina śmierci wzbudza strach nie tylko u umierającego, ale przede wszystkim u tych, co stoją blisko.

Godzina śmierci wzbudza strach nie tylko u umierającego, ale przede wszystkim u tych, co stoją blisko.

Ktoś by powiedział, że to efekty specjalne, jakiś filmowy trik, jednak dobrze wiemy, iż to rzeczywistość, od której ucieka ludzkość. W odwiecznej pogoni za nieśmiertelnością (bo ona załatwiłaby problem umierania i śmierci) człowiek traci dystans, bo… w grzechu, przez który śmierć weszła na ziemię, Bóg zatroszczył się o naszą nieśmiertelność właśnie w Jezusie Chrystusie. Wierzymy, że On umarł i zmartwychwstał i że to jest nasza droga jeśli idziemy Jego śladami.

Święta Maryjo Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej

Śmierć została pokonana

Śmierć nie ma już nad nami władzy! Straszy, przeraża, deformuje, ale nie ma już władzy. Została pokonana przez Pana naszego Jezusa Chrystusa! Donośny Jego głos rozbrzmiewa jedynym przesłaniem dla chrześcijan. W godzinę śmierci mamy wołać z ufnością: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Rzeklibyśmy postawił kropkę nad i. Wypełniło się to, czego pragnął: być wiernym i posłusznym Ojcu, spełnić Jego wolę. W tym świetle śmierć staje się pięknym i godnym (niezależnym od warunków zewnętrznych) spotkaniem z oczekującym na powrót syna Ojcem.

Całkowite oddanie się: Po tych słowach wyzionął ducha, oddał go, przekazał, powrócił do Ojca. Tak naprawdę właśnie w tej (takiej) chwili dajemy najwyższy dowód, znak, świadectwo zakorzenienia w Bogu. Chrzest, który rozpoczyna wszystko jest uczestnictwem w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Należy przypominać sobie tę sprawę! Rób ze mną, co chcesz. Ustalasz moment mojej śmierci w odpowiedniej chwili, nawet jeśli ciągle dla nas to będzie niespodziewana śmierć. więcej »

Prosty fundament

Stanę w Bożej obecności.

Wprowadzenie 1: siedzimy razem wokół Jezusa; pytam podchwytliwie? Co chcę osiągnąć? Jaka jest reakcja innych? Czy usłyszana odpowiedź powala mnie na kolana? Przecież ją znam…

Wprowadzenie 2: prosić o łaskę otwartego serca na miłość Bożą.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mt 22,34-40

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

Które przykazanie jest największe?

ateny.jezuici.pl

ateny.jezuici.pl

Jak jeden mąż, jednogłośnie wyrecytujemy: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego.

Pan Jezus umiłował Ojca całym sobą. Umiłował bliźniego całym sobą. Umiłował siebie samego całym sobą. On objawia, że to nie jest mrzonka, idealizm. To coś realnego, rzeczywistego i możliwego do realizacji. Każdy w swoim wymiarze i zakresie!

Kocha Ojca… posłuszeństwo miłości, które nie zamyka ust, które jest pełne ufności i nadziei. Kocha człowieka… bo nie umie inaczej. Tej miłości uczy się od Ojca. Wszak Ojciec tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał. Syn zaś umiłował swoich do końca. Kocha siebie samego… wie kim jest, od kogo pochodzi i na tym buduje człowieczeństwo!

Miłość Chrystusa kontemplować możemy w tabernakulum i w słowie Bożym. Miłość związana jest zawsze z obecnością. Czeka, nie zniechęca się, cierpliwością napełniona. Nie przymusza. Zawsze możesz przyjść, bo jesteś oczekiwany, nie po rozwiązania, ale by być wysłuchanym. więcej »

Medytacja biblijna na 28. niedzielę zwykłą – 12 października 2014

Odrzucone zaproszenie

Stanę w Bożej obecności.

Wprowadzenie 1: ferwor przygotowań wielkiego przyjęcia – wszystko gotowe i… goście nie przybywają. Jakaż burza w sercu i głowie!

Wprowadzenie 2: prosić o łaskę zostawienia wszystkiego i przyjęcia zaproszenia od Pana Jezusa.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: Mt 22,1-14

zaproszenie2

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

Uczta weselna gotowa. Zaproszeni mogą przyjść na umówione spotkanie. Jakże wspaniała jest wschodnia grzeczność i gościnność. Rzekłbym wręcz w zachodnim pojęciu przesadna.

Nie, bo nie

Zdziecinnieliśmy! Jak małe dzieci się zachowujemy. Nie, bo nie i tyle. Zaproszeni nie chcieli przyjść. Po prostu nie chciało im się. Choć powodu za bardzo nie mieli. Wiedzieli o wiele wcześniej, a uczta u króla to ważna sprawa. Woleli iść na pole, choć zapewne robili to kilka razy w tygodniu i dziesiątki razy w ciągu roku. Poszli do swych interesów czyli tam, gdzie przebywają większość czasu. Jakże skoncentrowani na sobie! Pracoholicy! Przecież człowiek stworzony jest do nieskończoności. Nie może ograniczyć swego życia tylko do profesji. więcej »

Da się miłować jak Jezus


Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: jestem w winnicy. Wyobrażam sobie skąd na latoroślach kiście winogron. Odkrywam połączenie nieodzowne i życiodajne między latoroślami a krzewem winnym.

Wprowadzenie 2: prosić o łaskę miłości płynącej od Boga, który jest miłością.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: J 14,15-21

mid_1247Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was. Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.


Nie gadaj, po prostu rób


Wierzący nie zastanawia się nad wypełnianiem przykazań. Choć do łatwych zadań to nie należy to jednak wypływa to z nas. Możemy zadusić w sobie ich moc i zagasić światło, które w sobie niosą. Przykazania są drogą wolności i ku wolności.

Nie musimy nikomu się tłumaczyć z tego, że je zachowujemy. Po prostu zachowujmy je! A zachować je można tylko wtedy (jest to łatwiejsze), gdy wiemy kto i po co je dał. Ta wiedza otwiera horyzont nieogarniony. Wypełniamy nie dlatego że inni tak robią, ale dlatego, że nasz Pan zachował przykazania Ojca.

Tak właśnie dajemy świadectwo i bronimy nadziei, która w nas zamieszkała w chwili chrztu świętego! Uzasadnieniem jest życie zgodne z ewangelią. Uzasadnieniem jest życie wiarą w Jezusa Chrystusa. Uzasadnieniem jest upodabnianie się do Niego (nie małpowanie jak to widać w przypadku współczesnych celebrytów). więcej »

medytacja biblijna na III niedzielę wielkanocną – 4 maja 2014

Od bajdurzenia do głoszenia


Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: idę z Kleofasem i jego towarzyszem, słucham, opowiadam „moją” wersję wydarzeń. Dołącza do nas Nieznajomy, który w domu okazuje się być Panem!
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę rozpoznawania i głoszenia Zmartwychwstałego.
W-drodze-do-Emaus2Na początek przeczytam tekst ewangelii: Łk 24,13-35

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.


Kleofasowe po swojemu


Głoszą, a gdzie problem? W skoncentrowaniu się na sobie. Koronny dowód w słowach: a myśmy się spodziewali. No właśnie, chrześcijaninie czego się spodziewasz? Czyś gotowy do obrony nadziei, która jest w tobie? Zawsze zbytnie skoncentrowanie się na sobie prowadzi do utraty punktu widokowego. Z góry naprawdę widać lepiej!

Niekiedy odsunięcie się na dwa kroki sprawia, że wyreguluje się nasz duchowy (i nie tylko) wzrok i zaczniemy dostrzegać rzeczywistość! Choć potrzeba, by dokonywało się ono w imię Pana Jezusa i razem z Nim (bo dopiero zaczęli rozumieć jak zbliżył się do nich Nieznajomy i zaczął rozmawiać z nimi).

Po swojemu chcieli uciekać do Emaus, powrócić do domowych pieleszy, chwycić się spódnicy matki i za nią schować. Takie dorosłe dzieci, którym zabrano zabawki i biedaki się gubią, bo nie ma ulubionego misia czy żołnierzyka. Takie rozkapryszone dzieciaki, które jeśli nie da się im żądanej rzeczy dostają „histerii” i związanych z nią objawów.

A myśmy się spodziewali. Że co? Że pieczone gołąbki same do gąbki wpadać będą? Że jak nie posieję to zbiorę plon? Że wypełnienie zobowiązań chrzcielnych to innych dotyczy, a nie mnie? Że za mnie ktoś będzie robił, a ja sobie będę stał z boku z założonymi rękami i brał plony?

więcej »

medytacja biblijna na uroczystość NMP Królowej Polski – 3 maja 2014

Matka na drodze

 

 MB-Czestochowska

Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: stoję z Maryją, Matką Pana pod krzyżem… albo też jestem na wałach jasnogórskich lub w kaplicy MB Częstochowskiej.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę sycenia się świadomością, że mam Matkę.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: J 19,25-27

 

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

 

Droga niepojęta

 

Owo uwolnienie nas spod władzy ciemności i przeniesienie do królestwa umiłowanego Syna (por. Kol 1,13) dokonuje się na drodze znanej Bogu. To Jego dzieło, do uczestnictwa w którym zostaliśmy zaproszeni.

Droga ta wydaje się być w wielu miejscach niezrozumiała na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim dlatego, że nie jesteśmy w stanie objąć jej całości, ogarnąć każdego wydarzenia, wyciągnąć wniosków na całą długość jej trwania. Te niepojęte dla ludzkiego rozumu momenty są okazją do rzucenia się w ramiona Boga, do wykonania jeszcze jednego, za każdym razem głębszego gestu zawierzenia Panu.

Maryja, Matka Pana u samego początku, w scenie Zwiastowania nie pojmuje! Jakże się to stanie skoro nie znam męża. Potem w trakcie publicznej działalności swego Syna przychodzi do Niego wraz z krewnymi, by Go powstrzymać, a On nawet nie dopuszcza Jej do środka, wypowiadając jeden z najpiękniejszych opisów tej Niewiasty: Matką mi jest ten, kto pełni wolę Ojca mego. Także scena pod Krzyżem, którą dziś rozważamy zapewne do łatwych nie należała.

  więcej »

Medytacja biblijna na 5. niedzielę Wielkiego Postu – 6 kwietnia 2014

Życie w umieraniu i śmierci


Stanę w Bożej obecności.
Wprowadzenie 1: jestem w domu Marii i Marty, razem z nimi przeżywam ból utraty kogoś bliskiego; przyglądam się z uwagą przyjściu Pana Jezusa i tego, co on mówi i robi.
Wprowadzenie 2: prosić o łaskę uwierzenia w Miłość i Życie.

Na początek przeczytam tekst ewangelii: J 11,1-45


Wskrzeszenie Łazarza

Wskrzeszenie Łazarza

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.


Choruje ten, którego kochasz


Choroba naszych czasów: chore pojęcie wolności (a co za tym idzie wierności i posłuszeństwa) – nawet „w imię dobra” może się okazać „bez-bożne”. Czy choroba ta prowadzi do śmierci?

Jedno jest pewne. Rozlega się wołanie: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Panie, chorują ludzie, ludzkość. Choroby toczą rodziny, wspólnoty, parafie, choroby nie omija i Kościół. A każdy kochany jest przez Boga miłością bez granic.  więcej »